Wykrywanie wtyczki flash player

 
 

Felieton


WYWIAD   (Pytania: Piotr Rostkowski "Rostek" www.masaze.pl)

 

1. Lomi-lomi to technika masażu - jak ma się do niej mistyczny rytuał inicjacji, której ów masaż był pierwotnie symbolem?

Lomi-lomi to masaż, który możemy spotkać już często w Europie i nie tylko -  nawet w SPA w Dubaju. Niestety, pomimo nazwy, może to mieć niewiele wspólnego z pierwowzorem.   Możemy dostać w ładnym opakowaniu coś, co tylko udaje że jest hawajskim masażem. Pewnym wytłumaczeniem tego zjawiska, może być fakt, że nawet na Hawajach- u jego źródła, stosowane jest podobne nazewnictwo dla zupełnie różnych „procedur”. W wielu miejscach można spotkać gabinety Lomi-lomi, gdzie oferuje się masaż, który dla osoby przyzwyczajonej do poddawania swojego ciała takim zabiegom, nie będzie czymś zdecydowanie odróżnialnym od innych masaży. Ale jest również na Hawajach „źródło” i tradycja, która jest kontynuacją nurtu „masażu świątynnego”. Z tego wywodzi się Lomi-lomi Nui (co znaczy „najwyższy”), oraz kilka innych ( np. Lomi-lomi Lokahi, Lomi-lomi Nalu), które utrzymują idee zawarte  w tzw. Kahuna Bodywork. Kahuni – ludzie wiedzy, mistrzowie w dziedzinie uzdrawiania, stosowali wszystko, czym przyroda dysponowała – rośliny, zioła, gorące źródła, minerały, jak również byli mistrzami w „pracy z ciałem”. Ich uczniowie zaczynali jako dzieci, tak aby po 15-20 latach móc  służyć swymi umiejętnościami  władcy, kapłanom, wodzom - i ich rodzinom, oczyszczając i uzdrawiając ich ciała, przywracając harmonię i jasność umysłu oraz duchowe połączenia. Dzięki ich pracy, ci szczególnie ważni dla społeczności ludzie, mogli podejmować najlepsze decyzje dla wszystkich, mądrze rządzić, określać kierunki rozwoju czy unikać zagrożeń. Dzisiaj to oczywiście wygląda już inaczej – ale pozostała tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie tym najzdolniejszym, wybranym z wielu. Nieżyjący już Kahuna, Abraham Kawai’i, który ponad 20 lat temu uzyskał zgodę „starszyzny” na ujawnianie tej wiedzy i uczenie nie-Hawajczyków, nazwał ją właśnie „Kahuna Bodywork” i przywrócił ją na nowo w użytkowanie . Istotą tej pracy było uruchomienie energii w ciele, które powodowało głębokie procesy „naprawcze” w organizmie – można powiedzieć - autokorekcję w zaburzonym oprogramowaniu, która przywracała człowiekowi jego „pierwotną matrycę” – tj. stan w jakim przychodzimy na świat.
2.  Jakie elementy filozofii Huny wyraża masaż Lomi-lomi?  
Huna jest hawajską filozofią życia – zgodnego ze swoim wnętrzem, z przyrodą , w pełni uważnego i odpowiedzialnego za wszystko co się nam w życiu wydarza. Nie możemy nikogo ani niczego obarczyć odpowiedzialnością, ponieważ to my sami kreujemy własne życie, zgodnie ze swoimi myślami i przekonaniami.  Im silniejsze są nasze przekonania o możliwościach (i tym co nie możliwe), tym bardziej wpływają one na końcowy efekt. To co posiałeś – to zbierzesz. Jeśli na czymś się skoncentrujesz – będziesz miał tego więcej. Dlatego patrz na cel a nie na przeszkody. Miłość do siebie, szacunek, uważność, docenianie – to najlepszy początek. Nie możesz z nikim się podzielić ani dać, jeśli sam nie masz żadnych „zasobów”. Miłość jest najlepszym sposobem na życie – naucz się kochać siebie, żebyś mógł kochać innych. Aloha – to miłość bezinteresowna, życzliwość, otwartość na innych, gotowość pomocy i wsparcia.  W Lomi to wszystko „pracuje” w masażu. Dlatego zanim będziesz „dotykał” innych, musisz zrozumieć parę prawd o sobie i dotrzeć do swojego „wnętrza” zanim poprzez swój masaż pomożesz to robić innym. To droga do mistrzostwa – pełna świadomość własnego działania i uważność na wszystko, co dzieje się w ciele osoby masowanej. Każdy symptom, zmiana w ciele, jak również myśli i odczucia, składają się na tę pracę. I  nie ma tutaj drogi „na skróty”. Jak to się dzieje, że osoba poddająca się Lomi, przyjmuje pewne pozytywne dla niej inspiracje poprzez ciało, kiedy ma kontakt z osobą prowadzącą masaż z taką właśnie intencją, częstokroć wspartą modlitwą – w oparciu o „konwencjonalną” wiedzę nie jest do wytłumaczenia, więc zostawmy tę myśl w tym miejscu…
3.  Jak opisałbyś spotkanie z osobą, która pojawia się pierwszy raz w gabinecie ?
 Dla mnie jest to pewnego rodzaju święto.  Do tego spotkania przygotowuję się – bo nie jest tu tak,  jak w „normalnych” gabinetach, że klienci przychodzą jeden za drugim. Robię masaż raz albo dwa dziennie, z dużą przerwą pomiędzy. To spotkanie z nieznajomą osobą – wiec jestem ciekawy, co ją sprowadza, co niepokoi w ciele, czego oczekuje. Teraz, kiedy Lomi nie jest już jakąś nowinką (masaże polinezyjskie są w Polsce już ponad 15 lat), moi klienci najczęściej mają już podstawową wiedzę - albo z rekomendacji innych albo z Internetu. Nie jest więc to pierwsze spotkanie obciążone jakimś lękiem przed nieznanym. Każdy dostaje to na co jest gotowy – to dość dobrze określa sytuację pierwszego masażu. Nie ma powodu do obaw, bo to, że dla kogoś ten masaż był głębokim przeżyciem z gatunku mistycznych, nie znaczy, że dla innej osoby nie będzie „tylko” świetnym relaksem czy „uwolnieniem” od skutków długotrwałego stresu.
4. A czego doświadcza osoba masowana ?
 O to trzeba zapytać osoby uczęszczające na masaż. Dla mnie widocznym efektem u klienta po masażu jest jego stan - uczucie lekkości, błogostanu, czasem lekkiej nieobecności  a  czasem także  charakterystyczne „światło” w oczach. Dla mnie jest to bardzo dobry znak zmian na poziomie energii ciała. Zwykle nie wypytuję o wrażenia - oduczyłem się tego przez lata praktyki. Mamy potrzebę werbalizowania różnych stanów uczuciowych czy emocjonalnych, gdy tymczasem  warto zostać z tym nowym czuciem swojego „wnętrza”, bez analizowania, oceniania, interpretacji obrazów, wizji i czegokolwiek innego, co pojawiło się w trakcie masażu.  Może być tez i tak, że Lomi obudzi coś, co było schowane głęboko w ciele, ożywia jakieś wspomnienia. Tą właśnie drogą uzdrawia się przeszłość – smutek, żal pojawia się po to, abyśmy mogli uwolnić z ciała emocje, z którymi nie umieliśmy sobie poradzić w przeszłości i zacząć funkcjonować tak, aby nie zbierać już bagażu na swoje barki.
(Uwaga Red. –patrz „Zapis Karoliny” – na końcu tekstu)
 
5. "Sztuką uzdrawiającego dotyku" określa Pan masaż Lomi-lomi  na swojej stronie www.kiaora.pl - w czym tkwi esencja uzdrowienia? Jak się przejawia?
Uzdrawianie – to pojęcie określające proces przywracanie zdrowia. Wiemy jak trudnym bywa czasem sama próba zdefiniowania zdrowia i tego co jest normą a co nie. Człowiek wprzęgnięty we współczesną machinę codziennej pracy, wyzwań, zobowiązań i zależności, oszukuje swój organizm, nadużywa go, niszczy, zatruwa pokarmem i nie tylko. Całe lata takiego postępowania doprowadzają większość z nas wcześniej lub później do miejsca, w którym rozchwiany system przestaje sobie dawać radę. Mechanizmy adaptacyjne zawodzą i często najsłabszy punkt systemu „wywala” -jak bezpiecznik w instalacji elektrycznej. Może nam wtedy wydawać się to dziwnym, bo tak bez ostrzeżenia od razu dostajemy po głowie…
Lomi to profilaktyka na przeciążenie organizmu, to przywrócenie ciału mechanizmów „samouzdrawiania”, bardzo pomocne również wtedy, gdy są już w ciele różne niepokojące objawy.    Ci co poczuli wpływ Lomi – wracają, przysyłają innych. Nie wszyscy mamy zdolność poruszania się w obszarze dotyczącym emocji, nie zawsze widzimy ich związek ze stanem zdrowia lub nawet tylko samopoczuciem. W szkole o tym nie było, a życie jak wiemy nie każdemu daje po równo i to samo. Na szczęście i ta wiedza się rozpowszechnia - nawet medycyna klasyczna, choć to proces powolny - zmienia swoje podejście do tego typu pracy z ciałem.
 6.  Czym różni się masaż Lomi-lomi od Ma-uri czy Kahi Loa?
 Ma-uri to masaż autorski, ale wyjściowym było właśnie „Kahuna Bodywork” i przekaz , który Hemi Fox, maoryski Tohuna ( szaman z Nowej Zelandii) otrzymał od Abrahama Kawai’i, szamana z Kauai na Hawajach. Hemi, mój nauczyciel Ma-uri, wzbogacił go, uzupełnił o techniki Miri-Miri, rodem z uzdrawiających praktyk swoich współplemieńców, Maorysów. Przez lata wprowadzał zmiany, formował, sprawdzał skuteczność, aż doszedł do  efektywnego i wartościowego sposobu pracy z ciałem, który nazwał i opatentował jako Ma-uri. I ten właśnie masaż wprowadzałem w Polsce wraz z trójką innych trenerów Instytutu Ma-uri w latach 1994-95 a potem  nauczałem przez ponad 10 lat. Od paru lat moja uwaga i doświadczenie koncentruje się na Lomi-lomi Nui bo widzę możliwość najbardziej twórczej i cieszącej mnie pracy, również ze względu na nauczanie.
Kahi Loa – to z kolei unikalny masaż z tradycji rodziny Kahili z Hawajów, wykorzystujący zarówno siłę umysłu (wizualizację) jak i energie elementów natury. Koncentruje się on  na uwolnieniu napięć z powierzchni skóry – naszego największego narządu. Jest wykonywany w lekkim ubraniu. Daje bardzo dobre relaksujące efekty, można go wykonywać w różnych warunkach, niekoniecznie na stole do masażu. Hawajczycy wykorzystują w nim energie żywiołów – ognia, wody, powietrza, kamienia, roślin, zwierząt, które w połączeniu z ludzkim dotykiem energetyzują i oczyszczają organizm. Uczę Kahi Loa w ramach „hawajskiej pracy z ciałem” – Kino Mana ( po haw. Energia Ciała). Można go stosować tak, jak funkcjonował w hawajskich rodzinach – dzieciom, współmałżonkom, rodzicom. To świetny i prosty sposób na pomaganie najbliższym a przy okazji przywracanie ciepłych, serdecznych relacji w rodzinie.
7.  "Aloha" tłumaczy Pan jako "bądź szczęśliwy i dziel się radością z innymi" - skąd czerpie Pan radość ?
Czyżby już przyszedł czas na trudne pytania ? Ok, jeśli przyjmiemy z definicji, że szczęście to „stan trwałego i uzasadnionego zadowolenia z życia”, to radość jest elementem, który ten stan wywołuje i utrwala. Radość jako uczucie jest z natury rzeczy nietrwała, ale warto wiedzieć, co ją wywołuje – oczywiście dla każdego może to być to trochę inny zestaw. Podstawa – to życiowy optymizm. Pewnie na to tez trzeba sobie zapracować, bo w końcu lepiej jak jest to nastawienie oparte na pozytywnych doświadczeniach życiowych. Tzw. „hurra optymizm” lub „pozytywne myślenie” (potraktowane powierzchownie), może prowadzić do głębokich rozczarowań. Być może lepsze ugruntowanie i świadomość w tej dziedzinie mogłoby istotnie wpłynąć np. na zmniejszenie ilości rozwodów wśród młodych małżeństw czy myśli samobójczych wśród kredytobiorców.
 Jestem więc optymistą, który robi to co naprawdę lubi i to jest jednym ze źródeł radości. Dzięki  pracy z ludźmi, prowadzeniu kursów- treningów Lomi, mam możliwość uczestniczenia w tym, co mnie najbardziej ciekawi i daje ciągłą inspirację, a swoich licznych podróży nie mam już potrzeby dzielenia na prywatne i służbowe. Każdy ma własną rzekę – jeśli pływasz we własnej, nie utoniesz.
8. Jak określił by Pan rolę osoby, która no właśnie... masuje Lomi-lomi a może jest terapeutą? nauczycielem? szamanem?
Masażysta Lomi-Lomi, terapeuta ciała - to określenie najlepiej oddaje istotę działania. Taka  osoba powinna być uważna, czująca, pełna szacunku dla człowieka z którym pracuje – dla jego „bagażu”, napięć w ciele, gotowa na pomoc w uwolnieniu tego napięcia i - jeżeli to może być właściwie zrozumiałe w naszej zachodniej kulturze – pełna miłości i współczucia dla osoby, której wykonuje Lomi. Jej rolą jest „bycie” z osobą, która wybrała ją, zaufała i gotowa jest na zmiany – w ciele, w życiu, w relacjach z innymi. To rozmowa poprzez dotyk, ruch, to poszukiwanie i uwalnianie zgromadzonego w ciele napięcia, które jest podstawową przyczyną wielu chorób.  Jesteś, jako masażysta, tym impulsem z zewnątrz, który wywołuje ruch wszędzie tam gdzie panowała stagnacja, tańczysz z ciałem tej osoby, przywracasz jej nadzieję i radość z tego prostego faktu – że żyje.
9. Kto jest dla Pana Mistrzem?
 Nie trafiłem w swoim życiu na mistrza. Z czasem doszedłem do przekonania, że każdy z nas może być mistrzem tylko dla siebie - nie dla innych. Szanuję bardzo swoich nauczycieli, od których miałem okazję  uczyć się. Wiele mnie nauczył Hemi Fox i choć w którymś momencie nasze drogi się rozeszły, tak naprawdę Ma-uri było dla mnie szkołą życia. Cenię sobie bardzo to, czego uczę się od mojej hawajskiej nauczycielki – Susan Pa’iniu Floyd. Możliwość bycia przy takich osobach, praca z nimi daje mi wciąż inspiracje do poszukiwań, przynosi różne własne „odkrycia”.  
10. Jak nazwał by Pan kursy Lomi-lomi - są bardziej spotkaniem, lekcją czy doświadczeniem życiowym ?
 Znowu trudne pytanie…?  Myślę, że każdą z tych rzeczy. Są  - bliskim spotkaniem z Człowiekiem, bywają - lekcja pokory i z pewnością dają - doświadczenie nie do zdobycia w innych warunkach w tak krótkim czasie.  Wyznaję zasadę „róbmy swoje”, która mi przyświeca od dawna a pochodzi z piosenki Wojciecha Młynarskiego. Uczę masażu Lomi-Lomi Nui. To jest to, po co przychodzą do mnie uczniowie. Reszta się wydarza – albo i nie. To zależy kim jest osoba, która przychodzi, żeby się uczyć Lomi i czego w życiu poszukuje.
( uwaga Red. – patrz załączone wypowiedzi na końcu tekstu)
 
11. Dlaczego tak ważne przy wykonywaniu Lomi jest otoczenie, zapach, światło?
Wszystko to jest ważne – bo pracuje na to, żeby to był wyjątkowy czas dla klienta  i wyjątkowy masaż.  Nie może to  być masaż w gabinecie, który przypomina gabinet lekarza – chłodny, bezosobowy, nie przytulny, z  jarzeniówką na suficie. To samo dotyczy masażysty – przyjazna neutralność, akceptacja, gotowość do słuchania ciała i reagowania na jego potrzeby.  Bo przecież te piękne, miękkie i płynne ruchy masażysty są wzorcem, który podświadomość klienta przenosi na jego własne ciało. Uczy się ono nowych wzorców ruchu – i to okazuje się być przyczyną, że po Lomi człowiek ma więcej gracji i wdzięku w ruchach, a już zwłaszcza kobiety ;-)
12. .Korzysta Pan z uzdrawiającej magii dotyku osób, które nauczył Pan Lomi ?
   Czasem tak – ale zdecydowanie za rzadko….. Dlatego jakiś czas temu wymyśliłem, że po skończeniu kursu adepci maja zrobić 50 masaży a potem zgłoszą się, żeby zrobić mnie. To miało zapewnić mi nieprzerwany „dobrostan” . Niestety na razie ten system działa słabo.  Ale wrócę do tego pomysłu – albo poszukam masażysty z ogłoszenia ;-)
13. Dziękujemy za rozmowę
   I ja również
 
Od Redakcji
Dla pełniejszego obrazu Lomi-lomi Nui, skorzystaliśmy z udostępnionych nam zapisów – opinii klientów i uczniów naszego gościa.
 Zapis Karoliny – 12.05.2007r.
Jestem jedną z tych, której los nie dotykał czułą dłonią. Jak w tej bajce o brzydkim kaczątku czy sierotce Marysi.. „Odepchnięta” z pokorą w sercu zbudzoną przez strach
Istnieją różne metody „leczenia” na chorobę która nazywa się „życiem”. Chemicy – tak ich nazywam, to ci, którzy uwielbiają psychiatrów i apteki. Rozwiązanie problemu – wieczny sen po pastylkach i wegetacja
Są też tacy, co lubią sobie pogadać. Wydane pieniądze na wyrzucenie z siebie potoku słów, których tak naprawdę nikt nie słucha. W odpowiedzi – jakaś formułka książkowa. Zaliczałam się do tych dwóch grup...
Masaż – to słowo kojarzyło mi się z przyjemnością. Chwyciłam się tego jak ostatniej deski ratunku. Okazało się statkiem wycieczkowym w krainę, o której nie miałam pojęcia.
Rejs zaczynał się o ustalonej wcześniej porze. Weszłam do mieszkania , gdzie czuć było zapach ciszy i spokoju. Spokoju, który znałam, lecz o nim zapomniałam podczas bitwy z życiem....
Dłuższa chwila rozmowy z osobą, która emanuje czymś, co trudno mi opisać, Mówiłam o rzeczach, które zawsze wywoływały we mnie łzy – tym razem nazywałam wszystkie moje żale i smutki, może z odrobiną tremy przed czymś nowym, ale jak czułam - pięknym.
Położyłam się na stole do masażu i za chwilę „odpłynęłam”. W trakcie tej 1,5 godzinnej podróży „do siebie” wylewały się ze mnie fale łez – wraz z całym tym bólem, który w sobie nosiłam. Wszystko naraz – gniew, rozpacz, bezradność. Nareszcie mogłam to z siebie wyrzucić. Poczułam się tak przyjemnie pusta, jak muszla w której słyszy się szum morza. Spokój zaczął wypełniać moje myśli. Ukojona muzyką, otulona zrozumieniem poczułam siebie naprawdę. Rozebrana z krzywdy, odziana w nadzieję, w wiarę, że już nie jestem bezradną dziewczynką stojącą nad przepaścią. Odkryłam w sobie kobietą silną i bezpieczną.
Masaż dotykał mojej duszy, wszystkiego co tak skrzętnie chowałam, bo za bardzo bolało. To jak przerobienie moich 30 lat w jednej chwili i nie ma to nic wspólnego z magią czy boskim cudem. Lecz kto w dzisiejszych czasach mógłby uwierzyć, że coś tak z pozoru prostego, może ci pomóc zwalczyć depresję, uleczyć bezpłodność ( przypadek mojej koleżanki, której poleciłam masaż) a nawet odblokować sfery, w których nie oczekiwałam, ze coś może się zmienić .....
No właśnie – na to wszystko jest w aptekach tysiące tabletek, ale nie kupi się tam radości z zapachu lasu, wiary w siebie i chęci do życia. Czasem żeby uwierzyć , trzeba zobaczyć – innym razem rzeczy te bardziej realne to te, których się nie widzi”
FRAGMENTY   INNE: 

„Znalazłam kurs i Ciebie przez Internet i przekonałeś mnie profesjonalizmem strony, dopracowaniem tematu-swoją osobą. We wrześniu w Wojnowie odebrałam od ciebie dyplom i jest to teraz najcenniejszy dyplom jaki w życiu dostałam. Spotkanie na drodze Lomi było-jest jak wielki przewrót, jak to mówisz: "jak przypomnienie sobie znanego wcześniej stanu harmonii ze sobą". Ten stan pielęgnuję teraz w sobie, a rozpoczął się on na kursie w marcu.” Monika K. (W-wa)

                                                           ***

Zobaczyłam tam, że obcy sobie ludzie mogą się doskonale rozumieć i chcieć sobie pomagać. Każdy z nas jest terapeutą, każdy gest i każde słowo ma naprawczą moc, szczególnie dla tych którzy utracili wiarę w przyjaźń. MAHALO.” Iwona K.(Jasło)

                                                           ***

„ Sobotnio-niedzielne warsztaty ciągle jeszcze powracają wspomnieniami, wrażeniami...Chciałbym podziękować. Miło było pobyć tak blisko ludzi .” Marcin

                                                            ***

„Jak nie tęsknić za tym, czego niektórzy doświadczyli być może pierwszy raz w życiu, a inni zapomnieli, że można tak właśnie czuć.” Kasila

                                                            ***

„Od wczoraj mam dyplom ukończenia kursu i inną perspektywę. Masaż jest dawaniem dobra, serca i całego siebie. U Juliana na kursie zaczyna się to dostrzegać, a to przewartościowuje wiele rzeczy. Ludzie z pozoru obcy stają się nam bardzo bliscy. Spostrzegamy, że nie istnieją granice, jeśli sami ich tam nie ustanowimy. Sami z siebie zaczynamy pozytywną zmianę i nie jest to bynajmniej szamański wpływ Juliana. My sami zaczynamy tą przemianę, Julian tylko pokazuje, że są takie możliwości.
No i oczywiście sam masaż Lomi-Lomi. Uwierzcie, ten masaż jest piękny. Jeśli podchodzi się do niego z sercem może się stać prawdziwą pasją.
Jacek W. (Poznań)

                                                             ***

  „Co u mnie? masuję!!! serio masuję, podobno z miłością :) 
Jeszcze za wcześnie, żeby zaprosić Ciebie na ten pięćdziesiąty pierwszy masaż, ale najważniejsze, że bliżej mi do niego niż dalej.
Kiedyś w Kożyczkowie, kiedy przyjechała Małgosia i opowiadała o dofinansowaniu na założenie działalności gospodarczej spojrzałeś na mnie, zaśmiałeś się i powiedziałeś "Kaśce zaświeciły się oczy, nooo słuchaj Kaśka" Więc udało się! dostałam unijne pieniądze, dzięki którym mam stoły i inne ważne rzeczy potrzebne do masażu i moja mała Ostrołęka zaczyna poznawać Lomi-Lomi (i podoba się jej). Myślałam o życiu z masowania, ale stwierdziłam, że moja uwaga skieruje się wówczas nie tam, gdzie chcę, więc szukam pracy.
Moje kryteria są inne niż kiedyś (mówię "nie" pracy, która będzie mnie unieszczęśliwiać)” KasiaMarysia (Ostrołęka)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Agencja Reklamowa Apogelion Reklama Białystok Warszawa