- 22.01 - CZWARTEK
Warszawa - Kona

Wylot o poranku – godzina 7.50. Lot przez Londyn i Los Angeles. I jeszcze tego samego dnia, choć faktycznie po 24- godzinnej podróży, lądowanie na Big Island – czyli na wyspie Hawaii, największej z wysp hawajskich. Lotnisko jak z bajki, wygląda jak duży ogród. Po godzinie, ogłupiali zmianą czasu ( 11 godzin do tyłu) dostajemy się do hotelu. Każdy dostaje od Susan, zgodnie z hawajskim zwyczajem, lei z prawdziwych kwiatów. Wspaniałe uczucie znaleźć się w Raju na Ziemi i mieć jeszcze wszystko przed sobą. Grupa to 20-parę osób- przyszli trenerzy Lomi- lomi, uczestnicy warsztatów Susan Pa’iniu Floyd w Polsce. Każdy z nas przyjechał tu pokonując wiele przeszkód - wizy, finanse, zostawienie wszystkiego włącznie z pracą na prawie miesiąc czasu. Teraz towarzyszy mi poczucie jakiejś szalonej wolności i radości z tego faktu, choć jeszcze nie bardzo dowierzam temu, co się stało. Jestem na Hawajach. I to w 3 lata po wyprawie na Nową Zelandię. „Islands come, islands go” – jak mówią Maorysi, a ja czuję, że filozofia Nawigatorów z Matariki staje mi się coraz bliższa . To jest to, co działa dla mnie przynosząc oczekiwane rezultaty. Ale w końcu to ja jestem kapitanem swojego okrętu.
- 23.01 - PIĄTEK

Rano odbieramy samochody- kilka dużych Vanów i ćwiczymy pierwsze jazdy wokół wypożyczalni. Prawa ręka bezskutecznie szuka dzwigni zmiany biegów i to potrwa trochę, zanim ciało zaakceptuje amerykański sposób prowadzenia samochodu.
Ustalamy zasady w grupie – nie mieć oczekiwań, że ktoś coś dla nas „powinien”, korzystać z tego, co los zsyła w darze, być dla siebie nawzajem „aloha”, jak to określiła jedna z moich koleżanek. Życie pokaże, jak to się sprawdzi, ale przynajmniej wiadomo, jak chcemy sterować i w którą stronę płynąć. „Duch Aloha” przenika życie Hawajczyków od setek lat. Słowo to w tłumaczeniu oznacza „dzielenie się oddechem życia”. Jestem przekonany, że tak naprawdę, to jest właśnie ten największy sekret niezwykłej energii tego małego skrawka lądu na Pacyfiku. Jak przeczytałem w pewnej książce- „to wewnętrzna wiedza przychodząca w momencie narodzenia, jak być kochającym i prawdziwym we wszelkich relacjach z ludźmi i środowiskiem, sposób w jaki mówi się „witaj”. To dzielenie się jedzeniem, dbanie o nieznajomych, pozdrawianie, rozumienie innych, uśmiech, uprzejmość,szczerość, uczciwość, empatia, gotowość do miłości, tak naturalnej jak miłość dziecka ...tak naturalnej jak matka Natura kocha Ziemię”
Hawaii – zwana Wielką Wyspą, to najmłodsza z wysp hawajskich, liczy zaledwie milion lat. Kraina wielkiej różnorodności - od wysokich gór pokrytych śniegiem, po lasy tropikalne i pustynię. Wyspa bogini Pele – bogini ognia i wulkanów. Ciągle żywa i aktywna, wpływająca swoja energią na ludzi, którzy tu przybywają, na ich zachowania i emocje. Jedziemy do zatoki Kealakekua . Miejsce Święte dla Hawajczyków związane z kultem boga urodzaju Lono. To tutaj na kawałku brytyjskiej ziemi stoi skromny pomnik kapitana Jamesa Cooka - w miejscu, gdzie poniósł śmierć w bezsensownej i dość przypadkowej potyczce z tubylcami w 1779 roku . Spotkana Szwajcarka, która mieszka tu od lat i bada zachowanie delfinów w zatoce, opowiada jak szkodzi im „kajakowy biznes” funkcjonujący w zatoce i natręctwo ludzi. Spada populacja delfinów, coraz trudniej wychowuje się im młode.
Pływamy między wulkanicznymi, ostrymi skałami. Hawajka, która tu obok mieszka - Puna udziela paru wskazówek, jak nie pokaleczyć się na skałach i wykorzystywać fale. Wielka frajda, zwłaszcza, że zanurzając głowę o kilka metrów od brzegu, widać, co jest w Oceanie. Piękne ryby - złote, czarne, aksamitne, w pionowe prążki i to na wyciągnięcie ręki. Rozgarniam turkusową wodę. Ryby nie zważają na intruza, który narusza ich królestwo. Ciekawe- bawią się czy szukają tylko pożywienia?
Pu'uhonua o Honaunau – Zatoka Wybaczania
Honaunau Bay - miejsce, gdzie w XII w. powstało religijne sanktuarium zapewniające azyl dla pokonanych wojowników, „cywili” w czasie wojen, bądź tych , którzy naruszyli kapu- święte prawa, które regulowały życie w dawnych czasach. Kapu określało miejsce w społeczności, dając wyjątkową pozycję rodzinie królewskiej i kaście ali’i- wodzów plemiennych i komendantów wojsk. Regulowało zachowania pospólstwa makaainana wobec ali’i , ustalało, jakie pożywienie i kiedy było objęte zakazem, regulowało i sankcjonowało szczególną rolę kobiet, określało ceremoniał religijny etc. Przekroczenie kapu karane było śmiecią a jedyną szansą dla nieszczęśnika było dotarcie do miejsca azylu, jakim było pu’uhonua. Rekonstrukcja starożytnej świątyni – Hale O Keawe Heiau. Przechowywano w niej kości kolejnych władców, którzy posiadali mana – duchową siłę.

Przed drewnianą świątynią stoją drewniane posągi bogów, strażników świętości tego kawałka lądu, dalej mur odgradzający posiadłość króla i kamień ze starożytnej świątyni Kane. Obsiadamy go chłonąc moc zkumulowaną w nim przez wieki. Ponoć marzenia wypowiedziane w tym miejscu się sprawdzają. Czy i moje się spełnią ?
W zatoce na brzegu wyleguje się olbrzymi żółw. Pierwszy mój odruch – pogłaskać go. Ale prawie natychmiast z daleka słyszę krzyk- nie rób tego! To my ludzie, okazuje się jesteśmy zagrożeniem dla zwierząt – nosicielami groźnych dla nich bakterii. Zrywa się wiatr, palmy bujają swoimi koronami tak, że tuż za nami leci na ziemię orzech kokosowy. To niebezpieczne, bo bywają nawet śmiertelne wypadki, zwłaszcza wśród turystów - tubylec nigdy nie położy się pod palmą. Silny wiatr i deszcz wyganiają nas do samochodów.
- 24.01 - SOBOTA
Kamienna świątynia z usypanych kawałków lawy, bez jakiegokolwiek spoiwa. Jedna z ostatnich świątyń powstałych zanim zewnętrzne wpływy zniszczyły tradycyjny sposób życia Hawajczyków. Zbudowana w intencji zwycięstwa w1790 roku przez Kamehameha , władcę, który w 1810 roku zjednoczył pod swoim panowaniem wszystkie wyspy i uzyskał przydomek Wielki. Przenosimy się na druga stronę wyspy- do Hilo. Parę godzin jazdy .Po prawej stronie szosy błyszczący śniegiem wulkaniczny stożek, to Mauna Kea (4205 m)– najwyższy szczyt na Hawajach Wzdłuż drogi olbrzymie połacie terenu pokryte czarną zastygłą, uwarstwioną lawą. Wygląda jakby ktoś skopał ziemię olbrzymim pługiem i wszystko to potem skamieniało. To ślady aktywności wulkanicznej sprzed 150 lat

W Hilo trafiamy na bazar- robimy zakupy dla naszego nieocenionego cooka – Stefana. Wybieramy warzywa i owoce. Stefan długo zastanawia się nad każdym zakupem. Czego i ile potrzeba. Jego gotowanie towarzyszy nam i dobrze służy od początku historii Lomi- lomi w Polsce. Sprawdzi się też doskonale na Hawajach. Potem spotykamy się z Kumu (to tytuł oznaczający nauczyciela Hula), nauczycielem Susan. Kawaikapuokalani Hewett , mężczyzna ok. 50-tki, z tatuażami na ciele, emanuje z niego hawajski spokój i aloha. Czuje się, że widzi więcej niż mogłoby się wydawać. W tym jak wita się z każdym, jak się porusza, jak mówi, czuje się „prawdziwego” człowieka.
Kolejne zakupy po drodze w supermarkecie. Miejscowi obdarzają nas życzliwymi uśmiechami, podchodzą , pytają. Chwilę rozmawiamy z parą , która okazuje się mieć węgierski rodowód. Zaczynam powoli rozumieć, że to całkiem prawdopodobne, że na Hawajach jest tylko1 % rdzennych Hawajczyków ( na ok. 1,2mln ludności 33% -Amerykanie i Europejczycy, 47%- Azjaci)
Kapoho
Docieramy w końcu do naszego miejsca przeznaczenia. Wielki nadmorski teren zabudowany drewnianymi domkami, ukrytymi w zieleni. Palmy, gęste zarośla, asfaltowe ulice, zadbane obejścia. Wszędzie kwiaty i ich piękny zapach. Po ponad dwóch godzinach rozwożenia po domach, rozdzielania bagażu, lokowania i „moszczenia się”, nareszcie kąpiel w Pacyfiku.Wieczorem po kolacji przychodzą goście, dziewczyny, które też tańczą Hula- Szwajcarki i inne zaprzyjaźnione z Susan, z Kauai. Trochę trudno się w tym rozeznać. Przynoszą wspaniałe ciasto jagodowe, lody, i dwie wielkie tace pomarańczy prosto z drzewa. Kumu w małym gronie prowadzi rozmowę, potem rozmowa upublicznia się tzn. siadamy w koło i słuchamy.

Opowiada o tym, że tradycje hawajskie w jego rodzie były przekazywane i nie zaginęły, bo jego rodzina mieszkała „ na wsi”. W dużych miastach było inaczej- tam dość szybko postępowała asymilacja i łatwiej przyjmowały się nowe zwyczaje wprowadzone przez misjonarzy . Pierwsi zawitali tu w 1820 roku kalwiniści. Jak mówią tubylcy – przybyli, aby czynić dobro, a zostali, aby mieć się dobrze. W ciągu 20-tu lat przejęli kontrolę nad gospodarką i administracją Hawajów, utrzymując również istotny wpływ na politykę. Tradycyjne rytuały i obrzędy religijne zostały zakazane. Jeżeli dołożymy do tego drenaż surowców ( drzewo sandałowe), odłowy wielorybów, setki statków zawijających do portów z bronią, alkoholem, napływ cudzoziemców i wykup ziemi, to losy tego kraju niewiele różnią się od historii innych wysp Polinezji. Kumu potwierdza, ze rdzennych Hawajczyków jest 1%, a ok. 10% jest takich, których łączą z Hawajczykami więzy krwi . Jego ciotka była kahunką i to tłumaczy potrzebę kontynuacji tradycji. Ciotka miała dar widzenia przeszłości i przyszłości. Ale Kumu uśmiecha się tylko w odpowiedzi na pytanie czy i on ma taki dar.
J. Jest lekarzem, dyrektorem szpitala i bardzo znanym kompozytorem i pieśniarzem jednocześnie. Pisze teksty oparte na starożytnych legendach, opowieściach o hawajskich boginiach. Pele i Hi’jaka, jej siostra, to żywa legenda ale i obraz ludzkich emocji, wyzwań i możliwości. Postacie wodzów i pięknych kobiet uwikłane są w starożytnych mitach w wydarzenia, jakie każdy z nas miewał w swojej osobistej historii. Hawajczycy żyją z e swoimi boginiami blisko - energia wulkanów, jeszcze gotującej się w środku Ziemi, Pacyfiku i blisko doświadczanej bogatej natury, czyni te relacje zjawiskiem niezwykłym i niespotykanym gdzie indziej. Pele tańczy na wulkanie w słowach jednego z tańców Hula a ja mam wrażenie, że widzę to na jawie.

Kumu opowiada o tekstach pieśni, o ich ukrytych wątkach i wielu poziomach rozumienia. W kulturze, która przeszła przez chrystianizację, gdzie misjonarze mieli tak dużo do powiedzenia, że pewne wątki życia podlegały zakazowi, spontaniczność i radość musiała przejść przez cenzurę. Hawajczycy dużo śpiewali o „prokreacji”, a misjonarze tego, jak mówi Kumu, nie lubili. Więc śpiewali zamiast tego o zwierzętach, a wszyscy i tak wiedzieli, o co chodzi. Pytam czy w ich życiu jest coś takiego jak cierpienie, bo mam wrażenie po tych pierwszych doświadczeniach, że to kraina wyłącznie szczęśliwości. Kumu mówi, że dużo się nacierpieli i dlatego teraz dostrzegają szczęście i radość. O uzdrawianiu i mocy Aloha - mówi, że są rodziny, które utrzymują tradycję przekazu i mają mana i tę szczególną moc i wiedzę i takie, które ją utraciły. Na pytanie - dlaczego – odpowiada pół żartem, że wtedy by się powybijali nawzajem. Dobro i zło- muszą istnieć, bo skąd byśmy wiedzieli, że dobro, to dobro. Przeczesuje po wielokroć palcami swoje długie siwe włosy.
Wyczuwam jakieś niespełnienie, jakiś smutek, że to praca , której nigdy nie ma końca. Skrawki lądu zalane przez lawę latami powracają do życia w pełni. Najpierw wyrastają paprocie, potem krzaki lehua, z pięknymi czerwonymi kwiatami, a dopiero potem na wietrzejącej skale pojawia się gleba. A z nią i życie a potem coraz więcej życia. Czy to może nasza obecność tutaj właśnie świadczy, że tego życia jest coraz więcej ? Jakże podobne to do losu Maorysów, ale i jak różne. Hawajczycy nie walczą – oni akceptują, dzielą się Aloha , zawierzają rzece przeznaczenia i odbudowują niezbędne przęsła, które prowadzą do dobrej przyszłości. Potem śpiewamy dla Kumu dwie pieśni hawajskie, których uczyła nas Susan i tańczymy Hula, które znamy. Mała prezentacja tego, czego nauczyliśmy się do tej pory i co w konsekwencji przywiodło nas na Hawaje. E’ akahai e na Hawai’i - pieśń , którą śpiewamy głosi proste prawdy: Bądź skromny, nie udawaj, nie zakładaj, że wiesz wszystko. Bądź w jedności z trzema aspektami siebie, Twoja prawda otwiera drogę do nieba. Jesteśmy połączeni. Bądź prawdziwy w stosunku do tego, kim jesteś. Bądź tym, kim jesteś, ale nie wywyższaj się. Bądź cierpliwy i konsekwentny. Bądź pokorny w obecności wielu form Boga.
O KE ALOHA KA MEA, I HO’ OLA AI..
...Kumu mówi cicho. Przepływa to wszystko, choć takie ważne i warte choćby porównania z tym, co wiemy na temat Huny, Hawajów czy z naszymi życiowymi doświadczeniami. Z relacji paru osób wyławiam potem kilka jego stwierdzeń na różne tematy. Miłość i małżeństwo Jeżeli człowiek ma w sobie miłość do siebie, to nie będzie cierpiał z powodu innego człowieka. Miłość do siebie daje moc.
Miłość nie jest decyzją –jest emocją i ludzie tak ją odczuwają. Jest OK wyjść ze związku, jeżeli przestanie się kogoś kochać ( to na temat przysięgi małżeńskiej). Kościół wymyślił przepisy, ale masz wybór czy chcesz się tego trzymać czy nie.Ważne przy rozejściu- dobro dzieci. Być uczciwym, bo prawda jest lecząca. Nie ranić, ale i nie stwarzać pozorów, że kochasz, jeśli to już nieprawda.
Związki z Amerykanami Słodko – gorzkie. Chcieli ich, Hawajczyków zasymilować, ale to się nie udaje. Wolność w ich kulturze jest wolnością wewnętrzną. W rocznicę - 100 lat po uwięzieniu królowej, tysiące Hawajczyków wzięło udział w pokojowej demonstracji. Amerykanie przygotowali wojsko, bojąc się zamieszek, ale nie było potrzebne. Agresja jest im zupełnie obca – kochają wszystko i wszystkich. Miłość i spokój jaki mają w sobie, powoduje, że inni tego nie rozumieją i to wywołuje lęk. A oni akceptują życie takim, jakie jest Kumu pokazuje teraz nowy taniec Hula i zaczynamy się go po kawałku uczyć. Po 3 godzinach względnie opanowujemy 6 zwrotek „ A ka Luna Au o Pa’uahi”. Potem Kumu tańczy dla nas taniec, którego będzie uczył na Festiwalu Hula za tydzień.Tańczy, jakby płynął nie dotykając prawie ziemi, jego ręce poruszają się z niezwykła delikatnością, twarz promienieje. I to jest chyba stan ALOHA. Żegnamy się, do jutra ....
W nocy po paru godzinach spania budzę się i wychodzę na zewnątrz. Rozgwieżdżone niebo pulsuje odległymi światłami Kosmosu, Ocean szumi w swoim odwiecznym rytmie. Przychodzi do mnie piosenka "Ja to mam szczęście..." i autentyczne wzruszenie. No, nie, chyba robię się sentymentalny.
- 25.01 - NIEDZIELA

Z rana o 6.30 wyjeżdżamy na najdalej wysunięty na wschód cypel Hawaii. Moc jest na wschodzie- powiadają na Hawajach. Tradycyjne już powitanie słońca – E ALA E. Obudź się słoneczko! Jesteśmy na wielkim polu lawy- jak okiem sięgnąć jedynie czarna nawarstwiona skała – żużel i skamieniały popiół wulkaniczny. To ostatnia wielka erupcja wulkanu z 1983 roku. Jedynie latarnia morska ocalała . Język lawy rozdwoił się i ominął latarnię, która była ludziom potrzebna- Bogini Pele jest wspaniałomyślna, daje się też ubłagać modlitwami, jest istotą pełną miłości, choć „wybuchową”. Opowiadano też nam historię o jedynym ocalałym domu na polu lawy. Babcia, bohaterka tej opowieści, widząc co się dzieje, kazała całej rodzinie wziąć się za sprzątanie domu i obejścia – jak to zwykle robi się na przybycie gościa. Potem poleciła zająć się kuchnią i przygotowaniem jedzenia dla Pele. I tak bez paniki doczekali momentu, gdy Pele stanęła przed domem. I lawa zatrzymała się, a potem opłynęła dom dookoła. Podobnych historii słyszeliśmy więcej. Hawajscy bogowie i boginie najpierw byli ludźmi, dopiero potem ich życie i czyny spowodowały, że stali się bogami. Kumu jest potomkiem Pele . To daje nam obraz,jak wartościowy przekaz mamy szczęście dostać.
Kilauea – Hawajski Narodowy Park Wulkaniczny
Jedziemy do wydzielonego rejonu Wielkiej Wyspy, w którym aktywność sejsmiczna wciąż trwa. W styczniu 1983 roku zaczęła się erupcja wulkanu Kilauea, która z różną intensywnością trwa do dzisiaj. To jedyne takie miejsce na świecie. Ok.1000 km kw. terenu wokół kaldery Kilauea - od lasu tropikalnego do skalnej pustyni połączone 20 km dobrej drogi. Skamieniałe drzewa, potoki zastygłej lawy, tunele, kratery, petroglify (starożytne rysunki naskalne) Niesłychany widok na kalderę Kilauea - dymy siarki nad nieco uśpionym olbrzymem, który w każdej chwili może stać się groźny. Nad samym oceanem, na końcu drogi zalanej ostatnia erupcją, można wieczorem zobaczyc niewielkie aktualnie wypływy rozżarzonej lawy. Tak powstawały lądy, w ogniu i dymach. Królestwo Pele, która po wędrówce przez kilka wysp, tutaj znalazła w końcu swój dom. Witaj Pele !

Przy jednym z mniejszych wygasłych kraterów – Pauahi, ceremonia z Kumu. Nasze Hula z poprzedniego wieczoru- Pele o Pauahi, o bogini tańczącej na wulkanie znajduje swoje umiejscowienie w naturze. Stoimy na drewnianym pomoście. Kumu z darami podchodzi samotnie do krateru. Modlitwa, potem pieśń. My na zakończenie tańczymy nasze Hula. Świadomość uczestnictwa w czymś ważnym i niepowtarzalnym. Potem grupa rozdziela się. W małym gronie schodzimy do dużego wygasłego krateru. Po pół godzinie zejścia jesteśmy w środku. Pod stopami gorąca jeszcze gdzie niegdzie wulkaniczna skała. Dymiące małe spękania w lawie. Może to siarka, a może wody deszczowe odparowujące na skutek temperatury w głębokich szczelinach krateru. Ponoć corocznie ginie na wyspie po parę osób z powodu nieoczekiwanego zapadnięcia się takiego podłoża. Twarde na zewnątrz, ale w środku czai się wielki i groźny żywioł.
- 26.01 - PONIEDZIAŁEK
Czarna Plażaw Punalu’u
Strome zejście między skałami od szosy na dół. Schodzimy ostrożnie krok za krokiem. Na dole czarna, miemiaca się w słoncu plaża. Czarny piasek pochodzi z wulkanicznego szkliwa rozdrobnionego działaniem wody morskiej. Oceaniczne fale rozbijają się z hukiem o skały. Pływam z radością pokonując dość niebezpieczne przybrzeżne fale. Potem namawiam na walkę z falą jeszcze parę osób. Wracają trochę „podtopione”, ale radzą sobie bardzo dzielnie jak na te warunki. Ale tubylcy ostrzegają nas i pokazują miejsce, gdzie kąpiel jest bardziej bezpieczna.
- 27.01 - WTOREK
Petroglify na Puu Loa
Jeszcze raz jedziemy do Hawaii Vulcanoes National Park – największej pewnie atrakcji Hawajów. Na samym końcu opisywanej wcześniej obwodnicy, blisko morza na polach lawy odnajdujemy je. Rysunki naskalne sprzed paru wieków.
Hawajczycy traktowali to miejsce jako „miejsce mocy” i wiercili otwory w skałach umieszczając w nich fragmenty pępowiny nowo narodzonych dzieci. To miało zapewnić im długowieczność i dobre życie. Obok otworów charakterystyczne rysunki, nad których interpretacją pracują badacze.
Dobre miejsce do medytacji, połączenia się z hawajską starożytną energią. Wracamy mijając wielkie plantacje papai. Wygląda na to, że marnuje się dużo- leżą w rowie, pod drzewami i gniją. A są pyszne- miękie, różowe i słodkie. Stajemy i zbieramy trochę spadów, mimo tego, że ktoś rzuca uwagę o prawie amerykańskim, które pozwala w takim wypadku strzelać do intruza bez ostrzeżenia. Nie budzi to we mnie lęku, choć następnego dnia, gdy w tym samym miejscu widzę ciężarówkę, do której ładuje się mango lekki dreszcz przechodzi mi po skórze.

Wieczorem tańczymy Hula. Suzan opowiada historię Poliahu . Jej miłości do pewnego wodza, cierpienia z powodu porzucenia i jej drogi do wybaczenia i odzyskania radości życia.
Poliahu doszła w końcu do wniosku, że szczęście zależy od niej samej- i postanowiła być szczęśliwą i radosną. Konkluzja całej tej historii - miłość jest jak lei ( girlandy kwiatów zakładanych na szyję), jest darem, klejnotem, który pojawia się po to, żeby odkryć i zrozumieć samych siebie. I o tym było Hula Poliahu – o kobiecie , która zastała boginią. Susan tańczy je na trawie przed domem, ocean zasypia i my też idziemy spać. Poliahu zostaje wraz ze mną i towarzyszącym swojej historii przesłaniem..
- 28.01 - ŚRODA
Malowany Kościół w Kalapana

Rano na lotnisku w Hilo w wypożyczalni ALAMO wymieniają nam samochód. Złapaliśmy wczoraj „gumę” i jedziemy na zapasie. To w końcu Ameryka, kto by się zajmował wulkanizacja koła.
Jedziemy na wycieczkę do wodospadów. Za Hilo – Akaka Falls i Kahuna Falls. Dojście do tego drugiego przepiękne. Bujna roślinność ożywiana parę razy dziennie deszczem, bambusowe gaje i zarośla, fikusy oplątujące pnie innych drzew i piękne czerwone kwiaty na koronach drzew wiele metrów nad ziemią. Po południu jedziemy na umówione spotkanie do małego katolickiego kościółka w Kalapana, który w maju 1990 roku rozebrano, aby uchronić go przed napływającą lawą, a teraz postawiono z powrotem już w innym miejscu. Kościołem opiekował się ojciec Damian, który zasłynął z pracy z trędowatymi na Molokai. Historia kościoła jest wyjątkowa. W opowieści pewnej Hawajki było to tak, że w dolinie były dwa kościoły. Katolicki, położony wyżej, bronił dolinę przed złymi duchami od strony lądu i protestancki, który chronił dolinę od strony morza
Kiedy przyszła bogini Pele i stanęła u wrót doliny ( czytaj- kiedy nastąpiła erupcja wulkanu), katolicy wystraszyli się, chcieli rozebrać kościół i przenieść w bezpieczne miejsce. Mądrzy ludzie, którzy potrafili rozmawiać z Pele , mówili, ze jeżeli tego nie zrobią, Pele zatrzyma się. Ale oni kościół rozebrali i złożyli powyżej w bezpiecznym miejscu. Wtedy Pele weszła do doliny, zalała ją całą aż do morza i wszyscy mieszkańcy musieli się wynieść.
Teraz mieszkają na nowym miejscu, a kościołowi po 10 latach leżakowania przy drodze, mocno podniszczonemu, wspólnymi siłami i funduszami przywrócono dawny wygląd wraz z pięknymi malowidłami wewnątrz. Słucham długo opowieści starszego pana, opiekuna tego kościoła, który chciałby opowiedzieć jak najwięcej, bo to duża i ważna część jego życia a słuchacze nie często się trafiają. Ale jest też w jego słowach niepewność i lęk – czy Pele znów nie upomni się o ofiarę.

Wracamy do Kapoho, a tam oszałamiające wiadomości od Suzan. Kumu zaprasza nas do uczestniczenia w Festiwalu Hula w sobotę w hotelu Mariott w Lihue na Kauai. Ale jazda! To wydarzenie wyjątkowe. Pierwszy raz w historii Festiwalu weźmie udział grupa spoza ścisłego kręgu tańczących Hula, a do tego tak dla nich egzotyczna – z Polski. Od tego momentu, „mordujemy” do upadłego nasz program, z którym mamy się zaprezentować. Hawajską pieśń i Hula, które ćwiczyliśmy przez parę godzin z Kumu. Ale mimo tego, że przynajmniej część z nas ( w tym ja) ma nietęgie miny, nie mówiąc już o umiejętnościach, to cieszymy się tym wyzwaniem. Ekscytacja miesza się z lekką nerwowością - czy zdążymy do piątku z doprowadzeniem naszego programu do stanu, w którym można bez wstydu pokazać się takiej publiczności.
- 29.01 - CZWARTEK
PRZELOT NA KAUAI
Rano sprawnie pakujemy się do samochodów. Bagaże niebezpiecznie rosną. Stefan nie śpi całą noc, ale na rano mamy nawet somosy (pierogi z warzywami) na drogę.
Kilkadziesiąt minut lotu na Oahu, przesiadka w Honolulu i równie krótki lot na Kauai. Sąsiad w fotelu obok, chętnie wyjaśnia, jakie wyspy są własnie pod nami. Trochę się dziwi, co będziemy robić na Kauai 11 dni, skoro na zwiedzanie „normalnym” turystom starcza 2 dni. I to jest Ameryka. Big Island – Hawaii zaliczają w 1 dzień, Kauai – 1 dzień, Maui 1 dzień i 3 dni na Oahu z pobytem w hotelach – wieżowcach przy słynnej plaży Waikiki.
Już po godzinie od wylądowania jedziemy w wypożyczonych wygodnych VAN-ach do Kahuna Retreats Center niedaleko Kapaa. Wokół mistycznie zamglone góry, a samo miejsce pobytu przepiękne. Domki otoczone palmami , drzewami obsypanymi mandarynkami, pomelo (mieszanka pomaranczy z grejfrutem) – przyroda wokół aż kipi zielenią. Pokoje duże, czyste, Stefan dostaje królestwo – kuchnię z salonem jadalnym i ze wszystkim, co potrzebuje a my z Antosiem wielki 30 m salon z lodówką, wielkim podwójnym łóżkiem dla niego i przyzwoitym tapczanem dla mnie. Antoś wyrusza na zbiory pomarańczy, a ja robię z nich sok. Otwieramy drzwi do ogrodu . Wilgotna ciemność, odgłosy ptaków oraz wiele innych zupełnie nieznanych. Te najdziksze to były - jak potem nas uświadomiła Susan -od byczych żab (ang; bullfrog). Zupełnie inna tutaj energia niż na Hawaii. Kauai to najstarsza wyspa z całego łańcucha wysp hawajskich (ponad 25 mln lat). Majestatyczna, mistyczna i spokojna. Często osnuta mgłami i przewiana w miesiącach zimowych passatem, który uderzając w wysokie nadbrzeżne łańcuchy gór, wytrąca wilgoć w postaci opadów Nic dziwnego, że ulubiona przez Hollywood – od „Blue Hawaii z Elvisem Presleyem po „ Poszukiwaczy zaginionej arki i „Park Jurajski”.
- 30.01 - PIĄTEK
FESTIWAL
Budzą mnie koguty, które hałasują i pieją, buszując w bambusach za kurami. Pierwszy raz widzę kury przedzierające się przez gałęzie na wysokości 4-5 m. Wszędzie śpiew ptaków, jakieś gulganie i kwilenie.
Od 8 rano niezmordowanie ćwiczymy program i tak aż do południa. Teraz czas zając się "ubrankiem". Przygotowujemy liście ti na bransolety na ręce. Zrywanie i prasowanie żeby zmiękły. Potem dziewczyny plotą z tego, to co potrzeba. O 17.30 zajeżdżamy do Mariotta. Susan przywozi gałązki maile, z których powstanie „przybranie” na głowę. Czuję się w tym jak Juliusz Cezar. Przebieramy się w zaimprowizowane stroje i wkraczamy na wielką salę bankietową. Robimy jeszcze próbę generalną – trochę się uspokajamy, że już jest całkiem nieźle. Hawajczycy nas pozdrawiają, a grupka roześmianych Japonek fotografuje się z nami. Taka egzotyka nie trafia się im często.
O 19 impreza się zaczyna. Na estradzie Blaine Kia, znany hawajski pieśniarz- to on był pomysłodawcą Festiwalu. Pierwszy zespół, wyglądający bardzo profesjonalnie, witany entuzjastycznie przez widownię, wychodzi na parkiet. Tańczą tradycyjne Hula Kahiko. Wspaniale rozkołysane biodra u kobiet, dynamika i groźne miny u mężczyzn. Następnie na estradę wychodzi nasz Kumu – Kawaikapuokalani Hewett.

Znają go tu wszyscy, darzą szacunkiem i wręcz uwielbieniem. Wiele zrobił dla społeczności hawajskiej, nadzwyczaj aktywny i jako "działacz" i jako twórca. Opowiada, jak 30 lat temu marzył, żeby Hula "poszło" w świat i że dziś się tego doczekał. Goszczą dzisiejszego wieczoru grupę z Polski. Wśród oklasków wychodzimy na środek. W pierwszym rzędzie Susan i nasze zaprzyjaźnione Szwajcarki z jej Halau (szkoły Hula) Może nie będzie widać za bardzo naszych potknięć. Ale publika jest niezwykle życzliwa. Śpiewamy pieśń, a potem tańczymy Hula Pauahi. Nie mylę się ani razu, ale i tak wiem, że to bez znaczenia. Dostajemy wielkie brawa.
Ale numer. Zaimprowizowany Polish Hula Ansamble na Hawajach tańczy Hula przed taką publiką i to w luksusowym Mariocie. No, to już się nada do CV. Chyba się muszę uszczypnąć, bo to wygląda jak bajka. Kolejne grupy, które w ciągu dnia uczyły się Hula na warsztacie u różnych nauczycieli (Kumu Hula), wychodzą w ich towarzystwie i pokazują swoje Hula. Podziwiamy ich grację, piękno ruchu. Ile w tych ludziach autentycznego piękna - ich twarze promienieją miłością, a język gestów i ciała uzupełnia to, dając wyraz prawdziwej sztuce. Wśród uczestników wielu miejscowych- Hawajczyków, Amerykanów, Japończyków w tym i dzieci również. Wyraźnie widać dwa style Hula – ten tradycyjny Hula Kahiko, gdzie używa się tylko instrumentów perkusyjnych – ipu ( specjalnie przystosowana do tego tykwa) oraz głosów ludzkich i ten współczesny – Hula auana z pełną aranżacja muzyczną, zdecydowanie rozrywkowy. W latach 50-tych Hollywood odkryło Hula i dało tym początek dla rozwoju takiego podejścia do tego niezwykłego tańca.
Kumu Hula to ludzie darzeni na Hawajach wyjątkowym szacunkiem. Nie ma ich więcej niż kilkunastu. Widziałem na Festiwalu pewnie 7-8 . Wszyscy skromni, emanują szczególną energią, w której czuje się to, co nazywają Spirit of Aloha – duchem Aloha. Komponują, piszą teksty, dbają o to, aby szerzyć hawajskie wartości i tradycje, przekazać to następnym pokoleniom, uratować od zapomnienia to, co zostało.

Jest w tym też coś, czego nie ma gdzie indziej na świecie. Każdego dnia powstają nowe teksty pieśni, powstaje do nich muzyka i „choreografia” . Hula żyje w ludziach, w ich sercach i uczuciach. My, którzy tańczymy Hula w Polsce, na warsztatach masażu Lomi-lomi i nie tylko, jesteśmy częścią tej wielkiej światowej hawajskiej ohana (rodziny).
- 01.02 - NIEDZIELA
WIELORYBY

Dziś wybieramy się na północne wybrzeże Kauai, do Kilauea. Rezerwat ptaków- albatrosy, fregaty, całe zbocze góry aż do samej powierzchni wody zabielone ich obecnością. Fregaty – ptaki zwane iwa. Z długimi szpiczastymi skrzydłami (do 2m rozpiętości) są wspaniałymi akrobatami powietrznymi. To ich ruch jest podstawą do tańca przy Lomi- lomi. Na tarasie widokowym koło morskiej latarni ludzie wypatrują czegoś przez lornetki. Wieloryby ! Następna godzina upływa na śledzeniu poruszających się w oddali „dymków” pary wodnej , która jest przez nie wydychana. Każdego roku zimą duże ich stada – z gatunku humpback przywędrowują z wód arktycznych do ciepłych wód Hawajów dla odprawienia godów. Za Kilauea piękne plaże - Anini Beach. Trafiam pod wodą na małą skałkę obsadzoną gęsto rybami- przynajmniej ze 200 sztuk - ciemnoczerwone, żółte, czarne, przezroczyste w czarne prążki.
Wieczorem przyjeżdża Susan i dzielimy się przeżyciami z ostatnich dni. Okazuje się ze wiele osób odczuło różnicę między wyspami Hawaii i Kauai. Hawaii, najmłodsza wiekowo z wysp hawajskich- rozedrgana energia we wnętrzu Ziemi udzielała się, powodowała niepokój, konflikty, złe samopoczucie. Kauai- najstarsza z wysp ze swoim wręcz mistycznym spokojem- wniosła energię ciszy i zestrojenia z żywiołami natury.
- 02.02 - PONIEDZIAŁEK
Zaczynamy warsztat Lomi- lomi. Rano jedziemy wszyscy na powitanie słońca. Potem przygotowanie świątyni i po śniadaniu zaczynamy sesje masażu na „nowych”. Czym byłyby dla nas Hawaje bez masażu. W pawilonie, który stał się na ten czas świątynią ducha Aloha i miejscem uzdrawiania, odnajdujemy warunki do masażu, o jakich marzyliśmy. Hawajskie klimaty, śpiew ptaków, wokół mistyczne góry i muzyka. To wszystko pozwala odnaleźć się po zawieruchach życia, znaleźć w sobie to, czego szukamy często na zewnątrz, choć już wiemy, że to przecież bezskuteczne.
- 04.02 - ŚRODA
Jedziemy do Waimea Canyon , nazywanego Wielkim Kanionem Pacyfiku. Niesłychane kolory – czerwień, rudy, brąz. Długość ok.20 km, szerokość 16 km, głębokość 1,2 km. Piękno przyrody i potęga gór. Na Kauai nie ma obwodnicy wyspy. Nie udało się zrobić szosy przez góry, choć próbowało tego nawet wojsko. Ostatni punkt na trasie możliwy do osiągnięcia samochodem to Kalalau z najpiękniejszym widokiem na świecie ( wcale nie przesada) na dolinę i wybrzeże Na Pali.
Po obejrzeniu zza balustrady (jak amerykańskie i japońskie wycieczki) przekraczamy ją i schodzimy w dół do doliny. Półtorej godziny wśród tnących po łydkach paproci. po krawędzi, za którą rozpościera się urwisko. Ślisko i niebezpiecznie. Susan „podrzuca” nam myśl- dla mnie ważną : -Wszystko zaczyna się na górze- potem trzeba znieść to na dół.

Schodzimy ile się da i siadamy nad krawędzią przepaści na medytację. Potem tańczymy Hula i śpiewamy. Wchodzimy w duchową przestrzeń tego niezwykłego miejsca. I zaczynają się „prezenty”. Pojawiają się tęcze- jedna po drugiej. Potem przelatuje w odległości kilkunastu metrów wielka sowa- szybuje bezszelestnie nie naruszając tej niezwykłej harmonii. Przecież sowa nie lata w dzień – żeruje tylko w nocy. Siedzimy oniemiali z zachwytu .Chmury zaczynają spływać z góry, wchodzą też od dołu, a przed nami, jakby wycięta z rzeczywistości przepiękna dolina. Kolory zmieniają się, magia trwa. W końcu w zachwycie i milczeniu wracamy. Nie wiem, czy będę miał w życiu piękniejszy widok przed oczami.
Wracamy "za balustradę". I wtedy przed nami rozgrywa się spektakl tęcz. Dwie – jedna obok drugiej, porażające intensywnością barw i rozpiętością. Ale nikt z nas już nie ma jak tego "uwiecznić". Skończyły się wszystkie baterie i filmy. Zdobycze cywilizacji padły na kolana przed pięknem przyrody. Wiec obraz ten ma zostać tylko w mojej pamięci, przypominając o tym, co naprawdę jest wielkie i ponadczasowe.
- 05.02 - CZWARTEK
Masaże. Tym razem dwie tury po 4 godziny. Leżę na stole 4 godziny jak dziecko. Czuję się bezpiecznie i spokojnie. Masują mnie 3 dziewczyny – Jola, Hania i Jagoda. Potem przez ostatnią godzinę kolejno inni. Umysł uspokaja się i odkłada na bok swoje ciągłe dywagacje. Zostają mi też w pamięci słowa Susan: - "Nauczyłam się od Hawajczyków, żeby zaufać, że to co dajesz jako nauczyciel w danym momencie- ilość i energia – jest wystarczające dla grupy. Bycie nauczycielem jest proste. Pod warunkiem, że masz coś do powiedzenia". To dobre credo dla tych, którym bliskie jest nauczanie.
- 06.02 - PIĄTEK

Rano, jak zawsze powitanie słońca, ale ono tym razem tylko "łypie okiem" przez chmury.Ma poczucie humoru.Po śniadaniu wyjeżdżamy na północ Kauai. Po drodze świątynia pod Kryształową Górą.To miejsce święte dla Hawajczyków, miejsce uzdrawiania kobiet. Mężczyźni mogą wejść tam tylko zaproszeni przez kobiety. Drzewa, wielkie głazy, czuje się tą szczególną energię miejsca mocy. Mamy dobrze się uziemiać, żeby nie deportować się przypadkiem do innych „wymiarów”. No tak, to byłby niezły koniec mojej podróży.Potem plaża w Ke’e. Sam koniec drogi- dalej nie udało się jej poprowadzić.Idziemy wzdłuż plaży a potem w górę - do świątyni bogini Laki. Laka to opiekunka tańca Hula. Przed wnęką w skale, w której leżą zawinięte w liście ti dary dla bogini, specjalne miejsce do tańca.Tańczymy hula, śpiewamy hawajską pieśń. Spotkana tam Amerykanka z Nowego Yorku patrzy na nas z radosnym uśmiechem. Fotografuje nas w tańcu, a potem w podzięce tańczy swoje hula. Okazuje się, że uczy się Hula w NY.Potem piknik i plaża. Dużo kolorowych ryb pod wodą- spotykam piękną skałkę obsadzoną ławicą czerwonych ryb. Wołam innych, ale za chwilę nie mogę odnaleźć ani głazu pod wodą ani ryb. Chyba znowu cuda.
Wracając stajemy pod górą o nazwie Makana ( często o niej w pieśniach Kumu). Wchodzimy do groty i stajemy nad dużym podziemnym jeziorem. To uzdrawiająca woda. Susan wprowadza nas do wody, grając na flecie. Płynę aż do samego końca groty i potem wzdłuż ścian jaskini. Niezwykła uczta dla ciała i dla ducha. Abraham robił w tym jeziorze szamańskie ćwiczenia. Normalnie poziom wody był wyższy i wtedy tworzyły się komory powietrzne nad wodą. Trzeba było wpłynąć pod wodą do takiej komory i po wynurzeniu okazywało się czy było tam powietrze, czy też uderzało się głową w sklepienie jaskini.

Wieczorem jedziemy do Coco Kafee posłuchać Antiona, którego znamy z płyty. Do jego kolejnych pieśni, tańczy najpierw kobieta, która jest z nim. Jedną z następnych tańczy młoda dziewczyna - robi to z niezwykłym wdziękiem . Zamawiam w barku kawałek tortu i coolera. Nie ma wina, ani żadnego soku. Na czym oni tu robią biznes ? Jest fajnie i miło i wygląda, ze nikt tu nie myśli o zarabianiu pieniędzy. Nie to jest ważne. Antion wywołuje na środek Susan - tańczy kilka Hula, w tym znaną nam Pieśń Stworzenia. Po nich kolejni uczestnicy wieczoru, również i nasze dziewczyny. Miły wieczór. Na koniec, serdecznie żegnani przez Antiona wychodzimy, dokładając się datkami dla kobiety, która tańczyła na samym początku, bo wybiera się na Festiwal hula na Hawaii i zbiera pieniądze na podróż.
Takie to tutaj normalne, że ludzie mówią o swoich marzeniach i zamiarach, a inni ich po prostu w tym wspierają. Wracamy bardzo późno, ale to jedyny czas, kiedy możemy obejrzeć nagranie video z Abrahamem Kawai’i – zapis fragmentów jego warsztatów szamańskich, w tym i jego masażuTo on udostępnił hawajski masaż świątynny – Lomi-lomi Nui i pierwszy zaczął go nauczać. Tekst oczywiście po angielsku i do tego dość niewyraźny. Udaje mi się zapisać parę jego myśli:
- Jeżeli mówisz o kimś, że jest rodziną, to staje się rodziną
- Zajmij się swoim ciałem, rozmawiaj z nim
- Duch jest wszędzie we Wszechświecie i tak samo jest z odpowiedziami. Musisz je tylko znaleźć. Złość i gniew utrzymywane dłużej blokują tę możliwość
- Podstawowa zasada: ty jesteś tym, który daje, tym, który otrzymuje, i ty jesteś darem.
- Każda religia na tym świecie jest zdrowa, tylko ci, którzy ją promują nie zawsze
- Huna jest prawdą, która pozwala dotrzeć z jednego punktu do drugiego
- Trening Kahuny jest ciągłym wyzwaniem
- Jeżeli coś udajesz, to pchasz sam siebie w stronę tej rzeczywistości
- Jeżeli nie masz czegoś w swoim umyśle, to przywołaj to
- Jeżeli jest jakaś rzeczywistość, której pragniesz a nigdy jej nie doświadczyłeś, nie znaczy, ze nie możesz tego mieć
- Ruch zachodzi przez cały czas, więc – podstawowa zasada- bądź uważny przez cały czas
- Zaangażowanie – jeżeli jesteś całkowicie obecny, wkładasz całego siebie
- Dobrze jest mieć oczekiwania, bo czasem się manifestują, ale jak nie, to przygotuj się na coś innego i baw się tym.
Masaż Abrahama na video – oliwi długo całe ciało, jak mówi, tak żeby duch był gotowy. Bądź uważny na wszelkie wibracje, które się wytwarzają. Wszystko może być bardzo szybkie lub bardzo wolne. Muszą się zgrać wibracje ciała masowanej osoby i masażysty. TEN RODZAJ PRACY ZMIENIA RESZTĘ TWOJEGO ŻYCIA. Rano czekają nas kanoe i wyprawa w górę świętej rzeki Wailua. Zasypiam więc z prośbą o słońce.
- 07.02 - SOBOTA

Rano jednak pada. Wybieramy się więc najpierw- w oczekiwaniu na słonce- do super marketu. W kompleksie jest ładny nieduży sklep z hawajskimi naturalnymi specyfikami- kosmetyki, oleje, suplementy witaminowe, drogeria. Kupuję olej kokosowy – przyda się w Polsce na dolewki. Niebo wypogadza się , więc zbieramy się i podjeżdżamy do hawajskiej wioski- skansenu, przy wodospadzie Opaeka’a Falls. To stąd wypłynąć mamy na Wailua. Rekonstrukcja wioski przybliża naszej wyobraźni, jak kiedyś wyglądało życie. Chata wodza, dom narad plemiennych, dom dla kobiet ( podczas menstruacji mieszkały oddzielnie), chata porodowa, ”parlament”, „przychodnia zdrowia” etc. Wszystko to wśród bujnej zieleni roślin i kwiatów .
Przewodnicy – tubylcy , znający rzekę i teren, podstawiają kanoe i udajemy się w górę „secret river”- Wailua. Po pół godzinie wiosłowania - rzeka rozgałęzia się i cumujemy na błotnistym brzegu. Do pokonania „w bród” jest odnoga głównego nurtu Wailua. Czeka nas, jak się potem okaże, długie oczekiwanie na pozostalych naszych przyjaciół, którzy w następnym kanoe mieli jakieś nie oczekiwane przeszkody w dotarciu na miejsce skąd mieliśmy wyruszyć pieszo na dalszą trasę do wodospadu i świątyni. Widzimy parę osób- turystów wracających właśnie zza rzeki. Brodzą z plecakami po pas w wodzie, ubłoceni ale chyba zadowoleni. Po długim oczekiwaniu dołącza do nas reszta grupy- przyszli na piechotę, bo niewielki deszcz spowodował, że w ciągu pół godziny, prąd stał się zbyt silny, żeby dopłynąć kanoe. Długo szukamy miejsca na bezpieczną przeprawę. Splątane liany, nisko płożące się gałęzie nie ustępują łatwo Nasi przewodnicy miny mają nietęgie – ryzyko za duże.
Rzeka zmienia się nie do poznania - z niegroźnego potoku w rwący, niebezpieczny, pełen zawirowań wodny żywioł . Decyzja - wycofujemy się. Wracamy, ale z przekonaniem, że mieliśmy przygodę i że to nie przegrana, tylko lepsze wyjście. Chętni mogą jutro spróbować jeszcze raz.
Po pikniku i odpoczynku jedziemy do Wailua Falls( 27 m), majestatycznych wodospadów. Trochę po amerykańsku – czyli oglądanie przez barierkę, zdjęcia. Paru miejscowych sprzedaje hawajskie wyroby- proste instrumenty, naszyjniki z muszelek z Nihau. Te muszelki są wyjątkowe, maleńkie i cenne. Ceny za naszyjnik 800-1200 $. Od nich dowiaduję się, ze można zejść na dół do podnóża wodospadu. Zejście przy tablicy „Denger. Keep out” w dół „z pieca na łeb” po linach poręczówkach. Na samym dole ogłuszający łoskot spadającej wody, ale oddycha się rozpyloną wodą z uczuciem cudownej świeżości i oczyszczenia. Wspinam się jak najbliżej wodospadu ślizgając się po kamieniach z radością z powodu tej bliskości z żywiołem. Potem okazuje się, że Dorota z Antosiem podeszli inną ścieżka jeszcze bliżej, tak, że udało im się wejść między skałę i spadającą wodę. Niestety ryzyko zdjęć było zbyt duże, ze względu na fakt, że aparat nie pływa, a jak popływa, to będzie to jego ostatnia taka przyjemność. Wieczorem przyjęcie – pożegnanie z Kauai. Przychodzą goście – Serge, dziewczyny z Halau Susan, mama Susan, Earl z żoną – skromna amerykańska para, ludzie oddani Hawajom (pracują z dziećmi).
Stefan przygotował wyśmienitą kolację, a po jedzeniu były tańce Hula, śpiewy polsko-hawajskie i inne atrakcje.
- 08.02 - NIEDZIELA
Rano wybieramy się do Muzeum Serga Kahili Kinga. W każdą niedzielę Serge prowadzi otwarte spotkania z osobami zainteresowanymi kulturą hawajską. Tym razem opowiada o koszulach hawajskich i ich historii, pokazuje swoje z lat 40-tych. Pytania na różne tematy. W sumie żałuję, że nie pojechałem powtórzyć próbę na Wailua River. Potem okazja do plażowania, zakupy na niedzielnym jarmarku, a o 14-tej spotkanie z Serge’m dla naszej grupy. Nareszcie naprawdę ważne dla nas tematy – o uzdrawianiu, Lomi- lomi, życiu, doświadczeniach i problemach, na które większość z nas wcześniej czy później trafia. Serge mówi jasno, klarownie i ciekawie. Lubię jego tok rozumowania i argumentację.Potem jeszcze trochę plaży i pływania przed pakowaniem bagaży.
Wieczorem przyjeżdża Susan. Robimy ostatni na Kauai „krąg” i dzielimy się doświadczeniami – tym co ważnego dla nas wydarzyło się na Hawajach, czym dla każdego był ten pobyt.
Wszyscy jesteśmy jej bardzo, bardzo wdzięczni. To dzięki niej widzieliśmy i mieliśmy możliwość poczuć Hawaje te prawdziwe, a nie z reklam biur podróży. Spotkaliśmy wspaniałych ludzi, poczuliśmy co znaczy „ ALOHA”, widzieliśmy niezwykłe miejsca, byliśmy w tej specyficznej energii, której nie spotkałem dotąd nigdzie na Ziemi. Hawaje żyć będą w nas, we wspomnieniach, ale i w ludziach, z którymi będziemy się dzielić – Lomi-lomi, wiedzą hawajską i radością życia. Przed nami jeszcze kilka dni na Oahu, plaża Waikiki- mekka turystów z USA i Japonii, potem 2 dni w Nowym Yorku. Ale podróż duchowa kończy się na Kauai. I na tym też kończy się mój dziennik.
Aloha Hawaje !

|